Szczyty historyczne w USA - co dalej?
Amerykański, główny indeks giełdowy pobił w tym tygodniu rekord wszech czasów. Czy wobec tego jest już drogo na amerykańskiej giełdzie i czeka nas kolejny krach? Jeśli, nie to jak długo może potrwać obecna hossa?

Wiele osób pyta się mnie często podczas webinarów, na Fejsbuku oraz w prywatnej korespondencji czy nie obawiam się tego, że w USA jest już bardzo drogo i że zaraz hossa tam się skończy, co przełoży się na surową bessę i u nas. Pytanie jest uzasadnione, bo nigdy wcześniej nie było tak, aby bessa w Ameryce nie przełożyła się na taką samą, albo gorszą u nas.

Gdzie możemy być obecnie jeśli przyjrzymy się podobnym przypadkom w przeszłości?

 Jak wiadomo, amerykański indeks zakończył pokoleniową bessę w 2009 i rozpoczął tzw. "secular bull market" (pokoleniową hossę) - jednak dopiero 3 lata temu udało się pobić szczyty z 2000 i 2007 roku, co potwierdziło kontynuację hossy. Było to jednocześnie wyjście z długotrwałego, bo prawie 10-letniego gigantycznego trendu bocznego.

Z podobnym, długotrwałym okresem monumentalnej konsolidacji w Ameryce mieliśmy do czynienia praktycznie przez cały okres lat 70-tych XX w. Indeks S&P 500 zdołał w końcu wyjść na dobre górą z tego "boczniaka" dopiero w 1982 roku, co zakończyło wielką smutę.

Jeśliby kierować się tym przykładem z przeszłości, to według mnie obecnie jesteśmy świadkami odpowiednika sytuacji z sierpnia 1984 roku  - indeks po dłuższej korekcie (pierwszej poważnej całego trendu czyli tzw. wyższego rzędu) pobił kolejne rekordy hossy (zaznaczyłem to miejsce na wykresie strzałką w górę). Założę się, że wtedy też wszyscy przecierali oczy ze zdumienia i mało kto wierzył w trwałą kontynuację wzrostów...

Co nas zatem czeka przez kolejne kilka lat?

Oczywiście każdy przypadek jest inny i tu nie ma drogi na skróty, ale jeśli ścieżka S&P będzie przebiegała podobnie jak podczas poprzedniej hossy pokoleniowej, to mamy jeszcze 3 lata hossy aż do jakiejś formy krachu. I tu ostrzeżenie - wedle tej projekcji, gdzieś w okolicach jesieni 2019 powinien nastąpić krach o zasięgu spadków ponad 20%. W 1987 roku był on wyjątkowo brutalny, gdyż indeks stracił ponad 20% w jeden dzień! Był to jak dotychczas największy, jednosesyjny, procentowy spadek amerykańskiego indeksu w historii.

A dlaczego oni biją kolejne rekordy, a my jesteśmy tu gdzie jesteśmy?

Odpowiedź znajdziemy na poniższej ilustracji - to bilans amerykańskiego banku centralnego - FED (wartość aktywów):

 Żródło: https://fred.stlouisfed.org/series/WALCL

Na powyższej grafice widzimy, że FED zwiększył swój bilans z 800 mld USD do "bagaleta" 4,5 bln USD, co stanowiło wzrost o 3,7 bln USD. Co bardzo istotne - stało się to w stosunkowo krótkim czasie, bo zaledwie 5 lat. Te 3,7 bln USD stanowiło ok. 25% amerykańskiego PKB (stan z początku "dodruku" czyli z 2009 roku). Środki te zasiliły amerykański system bankowy i ruszyły na rynek, a nie zapominajmy, że również od 2009 roku Amerykanie mają zerowe stopy procentowe, co również bardzo mocno stymuluje gospodarkę.

Wyobraźmy sobie zatem teraz scenariusz, w którym u nas od 2009 roku stopy procentowe wynoszą 0% - raty kredytów spadają średnio o ok. 1000 zł na gospodarstwo domowe (to jak dwa razy 500+ ) a dodatkowo bank centralny pompuje w 5 lat aż 425 mld zł w gospodarkę. Ludzie masowo biorą kredyty na wszystko co możliwe, bo przecież pieniądz nic nie kosztuje, a spółki poprawiają wyniki, bo mają bardzo niskie finansowanie kapitału. Dużo inwestują ale i wykorzystują okazję do skupu akcji własych (skoro kasa jest na zero procent, to opłaca się ją zainwestować w akcje własnych firm)

Jest jeszcze jedna bardzo istotna rzecz - w USA politycy i generalnie cały establishment bardzo wspierają rynek kapitałowy - mają to po prostu w swoim DNA, w odróżnieniu niestety od naszych rodzimych włodarzy Czy jeśli zatem mielibyśmy aż tak gigantyczne wsparcie ze strony zarówno banku centralnego, jak i polityków, którzy przynajmniej nie przeszkadzają, to czy nie mielibyśmy mega hossy? Z drugiej strony patrząc - czy gdyby nie te wszystkie stymulacje, to czy aby napewno amerykańska giełda tak bardzo różniłaby się od naszej? Śmiem powiedzieć, że bylibyśmy mniej więcej w tym samym miejscu na wykresie (być może my nieco niżej, ale ta różnica nie byłaby aż tak znacząca).

Podsumowanie:

To czego wielu analityków i inwestorów nie rozumie, lub nie chce zrozumieć, podświadomie odrzucając taki scenariusz za absurdalny, to fakt, że w USA mamy do czynienia z hossą pokoleniową. Podobna hossa dzieje się również u nas ale nie dotyczy ona niestety szerokiego rynku - korzystają na niej wciąż natomiast głównie małe i średnie przedsiębiorstwa, nieskażone kryzysem górniczym ani działaniami polityków.

Ten tzw. "secular bull market" będzie trwał jeszcze najprawdopodobniej wiele, wiele lat, aż gospdodarka dojdzie do tak absurdalnego przegrzania jak w 2000 roku, kiedy to dot.comy, które ponosiły straty i miały jedynie jakiś fajny pomysł na biznes były wyceniane na miliardy dolarów, niejednokrotnie wyżej niż uznane  biznesy z wielkimi tradycyjami jak Walt Disney czy Mc Donald's.

Dobrym sygnałem będzie również masowe wejście na rynek akcji klienta detalicznego czyli przysłowiowej "ulicy" - jak mr Smith będzie kierował większość swoich pieniędzy na giełdę, a fryzjerzy i taksówkarze będą chwalili się, że zarabiają na akcjach więcej niż z pracy zawodowej, to będzie to oznaka końca hossy.

Jeśli historia ma się powtórzyć, to absolutny szczyt tej pokoleniowej orgii nastąpi dopiero za 16 lat, czyli w 2032 roku, ale przypominam, że po drodze, i to już za 3 lata czeka nas poważny krach o zasięgu minimum 20%.

Z inwestorskim pozdrowieniem, 

Albert "Longterm" Rokicki

Email: kontakt@longterm.pl

Kanał Youtube: www.youtube.com/user/alrokas

Fanpage na Facebooku: www.facebook.com/longtermblog

Twitter: https://twitter.com/Longterm44

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone są *

Przestańcie się spierać i po prostu kupcie Kruka lub więcej Kruka, lub jeszcze więcej Kruka.

 

odpowiedz

Kruka nawet na kredyt

odpowiedz

Witam

Najlepsza zabawa jest wtedy jak się podwża wzajemne teorie. Pozwolę sobie podważyć Pana teorie.

W 1982 CAPE dla SP był na poziomie około 9 i skończył w 2000 na poziomie 44. 

W 1982 YD dla SP była na poziomie 6%, a w 2000 było to 1 %

Plus rosnące zyski itd w tym okresie. Moja teza hossa lat 1982 - 2000 była w pełni uzasadniona fundamentalnie i miała racje bytu. Obecnie sytuacja jest skrajnie odmienna. Rynek amerykański jest drogi  już dziś. Wskaźniki przedstawiałem pod wcześniejszym artykułem. Rynek amerykański może rosnąć z powodu ekstremalnej polityki monetarnej, aż rzeczywistość rozjedzie się tak bardzo z opisem rzeczywistości, że nastąpi krach.

Wracam do swojego podstawowego założenia. Teraz hossa na surowcach i EM, rosnąca inflacja, bessa na obligacjach (lub powstrzymywane przez banki centralne), dalej rosnące giełdy DM, ale już nie tak gwałtownie i w jakimś momencie w przyszłości to łupnie. Kiedy nie widomo.

 

Chwila czy przypadkiem na GPW nie ma CAPE 9 i nie da się uskrobać DY 6% ;) jak na SP w 1982  

odpowiedz

Witam,

Tak na dobrą sprawę to w niczym Pan nie podważa mojej "teorii" - ja również uważam, że w kolejnych 10 latach więcej się wyjmie z polskiej giełdy niż amerykańskiej. Pamiętajmy, że we wspomnianym okresie 1984-2000 trwała wciąż "zimna wojna" i Jankes nie mógł zainwestować w kraje takie jak Rosja, Polska, Węgry czy przede wszystkim w CHRLD czyli że kapitał był bardziej skoncentrowany na Stanach i raczej nie wychodził poza. Teraz wszystkie rynki światowe są dostępne i już z tego co obserwuje Bloomberga to coraz więcej analityków namawia do wychodzenia za granicę - wcześniej chyba tylko Schiff i Faber do tego nakłaniali ale bezskutecznie 

Jeśli chodzi o pojęcia "drogo" czy "tanio" to musi Pan pamiętać że CAPE to tylko jeden wskaźnik i on jeszcze o niczym nie przesądza, a druga sprawa, to że jeśli zyski amerykańskich korporacji się poprawią to ten wskaźnik spadnie (o ile nie pojawi się inflacja) a są ku temu powody bo ropa idzie w górę a dolar chyba osiągnął już swój szczyt i jego dewaluacja będzie poprawiała wyniki zamorskich inwestycji i eksportu.

Podsumowując - mój wpis miał za zadanie odpowiedź na dwa zasadnicze pytania, które zadają mi notorycznie czytelnicy i widzowie w ostatnich miesiącach:

1) czy nie boję się tego, że w USA jest drogo i czy to zaraz nie tąpnie?

2) dlaczego oni biją rekordy i u nich jest "drogo" a u nas są dołki i "tanio"?

Polska giełda ma się całkiem nieźle jak na ogrom problemów w ostatnich latach i pomimo braku wsparcia monetarnego (brak dodruku) - gdyby takie same problemy miała Ameryka to S&P wynosił pewnie ok. 400 punktów

odpowiedz

Trudno przekonać kogoś, żeby kupił coś co spada od wielu lat  Jak ceny surowców i sytuacja na EM sie poprawiła to jest dużo łatwiej kogoś przekonać.

Zakładając, że wyniki amerykańskich spółek będą się poprawiały, jak będą spadały rozjazd będzie coraz szybszy...

Tak na dolarze to może być długoterminowy dołek. Oki czyli tak dolar słabinie w długim terminie, surowce rosną, rosną EM i poprawiają się wyniki spółek z US pod wpływem dolara. Powiedzmy założenienie na najbliższe 2-3 lata czyli do 2018/2019. Jak tak to kupuje ta teorię.

WIG 20 USD jest bardzo blisko mega wsparcia. Zrobił podwójny dołek, drugi jest wyższy. Pasowało by to teorii.

odpowiedz
Odpowiedź do Rafi  z dnia 14.07.2016 12:46

To jest to o czym ja mówię:

http://www.pb.pl/4587626,72278,menon-europejskie-akcje-beda-drozec-szybciej-niz-amerykanskie

 

odpowiedz